środa, 4 marca 2015
Rozmowa z przygodami
Tego ranka wcale nie świeciło słońce. Wręcz przeciwnie. Padał deszcz, wiał wiatr, a niebo spowite było ciemnymi chmurami. Byłam umówiona na rozmowę kwalifikacyjną.
Zaproponowano mi, abym została prawnikiem doradcy sekretarki w ministerstwie rolnictwa.
Warunki atmosferyczne nie stanowiłyby dla mnie wymówki gdybym nie dotarła na spotkanie.
Wstałam w takim razie trzy godziny wcześniej niż zwykle, spakowałam wszystkie dokumenty i zaświadczenia oraz spokojnie wypiłam mocną kawę, a do niej dla poprawy samopoczucia skosztowałam nieziemskich ciasteczek Bambino Dr Gerarda przełożonych kremem śmietankowym i galaretką wiśniową, które miałam w domu w barku ze słodyczami.
Wychodząc z domu czułam dziwny niepokój. Nie był to jednak związany z rozmową kwalifikacyjną, byłam bowiem niemal pewna posady.
Pierwszym sygnałem był brak paliwa w aucie, a następna niespodzianka to rozładowany telefon komórkowy. A najbliższy przystanek od mojego domu trzysta metrów, oczywiście dwukrotnie zostałam ochlapana przez przejeżdżające samochody. Miałam ochotę zrezygnować z ciepłej posadki, wrócić do domu i zagrzebać się pod kocem przy kominku. A nade wszystko rozwiązało mi się sznurowadło przy bucie i ziemia rozstąpiła się, przez długi czas leciałam błotnistym korytarzem w dół. Byłam w całkowitym szoku. W końcu upadłam i z momentem dotknięcia podłoża poczułam, że roztacza się mi znajomy zapach ciasteczek Dr Gerarda. Zafascynowana tym dziwnym miejscem postanowiłam się rozejrzeć. Zrobiłam dosłownie trzy kroki. Na głowę spadła ogromna czerwona kula. Straciłam przytomność. Kiedy się obudziłam znajdowałam się w bardzo dziwnym miejscu bo podziemnym mieszkaniu. Przy stole siedział jakiś człowiek. Przestraszyłam się. Wstałam i podeszłam do niego. Spokojnym głosem kazał mi usiąść i poczęstował mnie herbatką i mnóstwem słodkości od Dr Gerarda, które były wyłożone na dużej paterze między innymi: Patysie zdobione, a były to podłużne markizy przełożone kremem o smaku śmietankowym i podlane czekoladą, spróbowałam również Listków deserowych zdobionych a były to kruche ciasteczka posypane cukrem
i podlane czekoladą oraz Markizów Negro a to z kolei dwukolorowe ciasteczko z kremem waniliowym. Byłam taka zadowolona i objedzona. Nieznajomy pan powiedział że jest czarodziejem i stwierdził, że sam był sprawcą dzisiejszych przygód. I pomaga takim jak ja, ale ja bardzo chciałam z stamtąd wyjść, gdyż za dwie godziny muszę znależś się w ministerstwie i jeszcze wstąpić po drodze do sklepu kupić trochę słodyczy m. innymi Rogalików pudrowych, Pasji kokosowej i Mafijnych choco. Całkowicie wyprowadzona z równowagi poszłam na spotkanie. Rozmowa trwała pięć minut.
Dostałam tę pracę. Wróciłam do domu i dalej rozkoszowałam się słodyczami Dr Gerarda.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz