Dwa miesiące temu przeprowadziłem się z Osiedla Kalinowego na Bielany. Na lewym brzegu Wisły znałem niemal każdego sąsiada – podczas spacerów prawie zawsze miałem komu powiedzieć dzień dobry, z kim zamienić kilka słów. Tutaj narodziły się przyjaźnie, które trwają do tej pory. Bardzo często spotykaliśmy się przy kawie i zajadaliśmy słodycze Dr Gerarda, ponieważ tej firmy właśnie smakołyki bardzo mi smakują. Moi znajomi rownież zajadają się słodyczami Dr Gerarda takimi jak; Kubanki kokosowe, które są pyszne, kruche, ciasteczka - wypełnione kremem śmietankowym i wiórkami kokosowymi oraz Mafijne Choco - herbatniki przełożone doskonałym kremem czekoladowym. Te spotkania przy kawie często trwały niemal do północy, tak wiele mieliśmy sobie do powiedzenia.
W poprzednim miejscu zamieszkania nawet jeśli nie znałem nazwisk, każda z zaciszańskich twarzy była mi na swój sposób znajoma. Być może takie są uroki mieszkania na niewielkim osiedlu.
Natomiast tu, gdzie mieszkam teraz wciąż nie znam jeszcze nikogo, chociaż chciałbym bardzo poznać. Nie znam twarzy sąsiadów. Są dla mnie niczym duchy, które da się jedynie usłyszeć.
Nade mną ktoś co sobotę tłucze mięso na kotlety. Pode mną – sąsiad robi remont generalny. Sąsiad z naprzeciwka ma psa, który musi bardzo cieszyć się z każdego spaceru, bo merda ogonem tak energicznie, że aż uderza nim o moje drzwi.
Obok – pralka działa non stop. W jaki sposób poznaje się ludzi z najbliższego otoczenia? Potrzeba czasu? Mam upiec ciasto i przejść się od drzwi do drzwi?
Chyba mam pomysł, zaproszę sąsiadów na kawę i poczęstuję pysznyhmi słodyczami Dr Gerarda, które na pewno będą smakowały wszystkim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz