Wraz z nadchodzącą wiosną, nasza paczka dostała wiosennego
olśnienia, aby spotkać się w parku i pobiegać na świeżym powietrzu. W trakcie
relaksu zaplanowaliśmy wspólnie kolejny dzień.
Nazajutrz spotkaliśmy się przed kręgielnią, zanim weszliśmy
do obiektu skonsultowaliśmy jakie mamy fundusze i na ile możemy sobie pozwolić.
Jak na dziesięcioosobową grupę, to zaszaleliśmy. Wykupiliśmy dwa stanowiska po
pięć osób na cztery godziny. Po pobraniu obuwia, nasze kroki skierowaliśmy do
baru w kręgielni, aby kupić coś słodkiego na tyle godzin.
Zdumienie nasze było wielkie, jak zobaczyliśmy bardzo szeroki
asortyment produktów Dr Gerarda.
Niewiele się zastanawiając kupiliśmy po dwa opakowania takich
produktów jak: Mafijne Black ( to są trzy kruche kakaowe herbatniki przełożone
kremem o smaku śmietankowym), Mafijne Choco (to są trzy kruche herbatniki
przełożone kremem czekoladowym), Bambino (to są dwa kruche ciasteczka
przełożone kremem śmietankowym i galaretką wiśniową), Bratanki (to są kruche markizy
przełożone kremem śmietankowym i posypane cukrem), Patysie śmietankowe (to są
podłużne markizy przełożone kremem o smaku śmietankowym). Do pyszności Dr
Gerarda, kupiliśmy dwie wody mineralne i trzy różne napoje gazowane.
Rozlokowaliśmy się przy naszych stanowiskach i rozpoczęliśmy
od rozpieczętowania pierwszego opakowania z całej gamy ciastek. Po spróbowaniu
pierwszego, mieliśmy ochotę na kolejne ponieważ smakowały nie ziemsko, ale
koleżanka przywołała nas do porządku.
Stwierdziła, iż przyjechaliśmy na kręgle a nie na wyżerkę i
ciastka będą serwowane między rzutami.
Przez całe cztery godziny gra nam tak kiepsko szła, że aż nie
prawdopodobne.
Słodycze Dr Gerarda zniewoliły nasze umysły, iż nie potrafiliśmy
skupić się na grze. Na godzinę przed końcem skończyły się i dokupiliśmy kilka
opakowań, tak bardzo nam smakowały.
Mimo to dzielnie stawaliśmy na torze i staraliśmy się strącić
wszystkie kręgle.
Wytrwaliśmy do samego końca i na zakończenie przyznaliśmy, iż
tym razem nie dopisało nam szczęście i następnym razem będzie lepiej.
Na przystanku czekając na autobusy, jeszcze chwilę
powspominaliśmy najciekawsze rzuty i rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz