wtorek, 31 marca 2015

„Wypad na kręgle”


Wraz z nadchodzącą wiosną, nasza paczka dostała wiosennego olśnienia, aby spotkać się w parku i pobiegać na świeżym powietrzu. W trakcie relaksu zaplanowaliśmy wspólnie kolejny dzień.

Nazajutrz spotkaliśmy się przed kręgielnią, zanim weszliśmy do obiektu skonsultowaliśmy jakie mamy fundusze i na ile możemy sobie pozwolić. Jak na dziesięcioosobową grupę, to zaszaleliśmy. Wykupiliśmy dwa stanowiska po pięć osób na cztery godziny. Po pobraniu obuwia, nasze kroki skierowaliśmy do baru w kręgielni, aby kupić coś słodkiego na tyle godzin.

Zdumienie nasze było wielkie, jak zobaczyliśmy bardzo szeroki asortyment produktów Dr Gerarda.

Niewiele się zastanawiając kupiliśmy po dwa opakowania takich produktów jak: Mafijne Black ( to są trzy kruche kakaowe herbatniki przełożone kremem o smaku śmietankowym), Mafijne Choco (to są trzy kruche herbatniki przełożone kremem czekoladowym), Bambino (to są dwa kruche ciasteczka przełożone kremem śmietankowym i galaretką wiśniową), Bratanki (to są kruche markizy przełożone kremem śmietankowym i posypane cukrem), Patysie śmietankowe (to są podłużne markizy przełożone kremem o smaku śmietankowym). Do pyszności Dr Gerarda, kupiliśmy dwie wody mineralne i trzy różne napoje gazowane.

Rozlokowaliśmy się przy naszych stanowiskach i rozpoczęliśmy od rozpieczętowania pierwszego opakowania z całej gamy ciastek. Po spróbowaniu pierwszego, mieliśmy ochotę na kolejne ponieważ smakowały nie ziemsko, ale koleżanka przywołała nas do porządku.

Stwierdziła, iż przyjechaliśmy na kręgle a nie na wyżerkę i ciastka będą serwowane między rzutami.

Przez całe cztery godziny gra nam tak kiepsko szła, że aż nie prawdopodobne.

Słodycze Dr Gerarda zniewoliły nasze umysły, iż nie potrafiliśmy skupić się na grze. Na godzinę przed końcem skończyły się i dokupiliśmy kilka opakowań, tak bardzo nam smakowały.

Mimo to dzielnie stawaliśmy na torze i staraliśmy się strącić wszystkie kręgle.

Wytrwaliśmy do samego końca i na zakończenie przyznaliśmy, iż tym razem nie dopisało nam szczęście i następnym razem będzie lepiej.

Na przystanku czekając na autobusy, jeszcze chwilę powspominaliśmy najciekawsze rzuty i rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz