Zostało
jeszcze dwa tygodnie do ferii zimowych. Nie mogliśmy się już doczekać kiedy wyjedziemy z kumplami na narty. Nareszcie
nadszedł oczekiwany dzień. Mogliśmy odetchnąć z
ulgą, że czas oczekiwania już się skończył.
Zaczęliśmy
się pakować do podróży. Zapakowaliśmy narty, kaski oraz buty narciarskie. Zapakowaliśmy
również prowiant na drogę. Nie zapomnieliśmy także o najważniejszym, czyli o
ciasteczkach dr Gerarda.
Zabraliśmy
biszkopty, biszkopciki, krakersy, markizy, najlepsze kruche wafelki i
najsmaczniejsze rurki waflowe.
Byliśmy w
połowie drogi miejsca docelowego, zrobiliśmy więc sobie postój na odpoczynek. Wyciągnęliśmy
z plecaka ciasteczka dr Gerarda. Jedliśmy je ze smakiem, gdy nagle podszedł do
nas jakiś mężczyzna.
Mogę się dosiąść? – zapytał.
Okazało się, że to nasz stary znajomy, który też
lubi najlepszą mleczną czekoladę i właśnie jechał w to samo miejsce co my. Zaproponowaliśmy
mu, by pojechał razem z nami, gdyż mieliśmy jedno wolne miejsce w samochodzie i
będzie nam miło jak się dołączy do nas.
Do końca
naszej podróży jechaliśmy już w czwórkę. Kiedy dojechaliśmy na miejsce
wynajęliśmy pokój w hotelu, wzięliśmy pokój czteroosobowy, żeby móc
powspominać. Rano, po śniadaniu, poszliśmy na narty, a na stok zabraliśmy
ciasteczka dr Gerarda.
Za każdym
zjazdem jedliśmy ciasteczko, raz andruty, drugi raz kostkę waflową,
następnym
zaś razem najlepszą mleczną czekoladę. Po ostatnim zjeździe poszliśmy do
dyskoteki na tańce i poznaliśmy fajne dziewczyny które, też lubiły ciasteczka
dr Gerarda. Po tańcach poszliśmy się przejść. Dziewczyny chciały pójść z nami, więc się zgodziliśmy i tak właśnie w ósemkę poszliśmy na spacer.
Kiedy po
spacerze wróciliśmy z powrotem do hotelu, nie chcieliśmy się jeszcze rozstawać
z dziewczynami, bo spędziliśmy z nimi wspaniały wieczór. Umówiliśmy się więc na jutrzejszy dzień i tak całe ferie
spędziliśmy w ósemkę. Dziewczyny miały pokój obok, więc nie musieliśmy ich
odprowadzać.
Z samego
rana następnego dnia, gdy zjedliśmy śniadanie i
wypiliśmy kawę przegryzając ciasteczkami dr Gerarda, mieliśmy najlepsze
andruty, najsmaczniejsze herbatniki i smaczne krakersy. Po śniadaniu wszyscy
poszliśmy na narty, a następnie poszliśmy na łyżwy. Po łyżwach wróciliśmy na
obiad. Po obiedzie poszliśmy na przejażdżkę bryczką, urządziliśmy zawody kto
szybciej przejedzie wyznaczoną trasę. Wygrały dziewczyny. Po kolacji umówiliśmy
się na następny dzień, postanowiliśmy zrobić konkurs lepienia bałwana, ale
zanim poszliśmy na dwór zjedliśmy śniadanie i wypiliśmy kawę. Tradycyjnie do
kawy musiały być ciasteczka dr Gerarda
najsmaczniejsze biszkopciki i najlepsze markizy.
Zabraliśmy
się za lepienie bałwanów. Dziewczyny swojego, my swojego. Ustaliliśmy, że
przegrani stawiają kolację. Tym razem przegrały dziewczyny. Zgodnie z umową
postawiły nam kolację. Po kolacji był wieczorek pożegnalny, bo niestety
wszystko co dobre szybko się kończy i czas wrócić do rzeczywistości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz