Pewnego dnia,
kiedy dzieci pojechały na ferie zimowe, postanowiliśmy z mężem pojechać na
weekend na żagle. Nadszedł piątkowy dzień, zaczęliśmy się pakować na wymarzone
wakacje tylko we dwoje. Zabraliśmy kapoki, ponton, wędki i oczywiście prowiant,
a w tym ciasteczka i czekoladki dr Gerarda. W końcu dodarliśmy do naszej łodzi.
Wsiedliśmy, rozwinęliśmy żagle i wypłynęliśmy na szerokie wody. Pogoda nam
sprzyjała. Gdy wypłynęliśmy dość daleko od brzegu, zakotwiczyliśmy statek i
urządziliśmy piknik. Rozłożyliśmy stolik, a na nim postawiliśmy słodycze dr
Gerarda, najlepszą kostkę waflową, najsmaczniejsze kruche wafelki i najlepsze
markizy.
Fale nas
kołysały, a mewy śpiewały nad naszymi
głowami. Po pikniku wyciągnęliśmy kotwice i popłynęliśmy dalej. Gdy tak płynęliśmy,
nagle zerwał się silny wiatr i zaczęło zbierać się na burzę. Musieliśmy więc
szybko dopłynąć do najbliższego portu, gdzie po zabezpieczeniu jachtu zeszliśmy
na ląd. Znaleźliśmy przytulny hotelik, gdzie przeczekaliśmy tę pogodę. W hotelu
zaproponowano nam ciepłą herbatę i najlepszą mleczną czekoladę. Kiedy pogoda
się poprawiła i wracaliśmy już na pokład, zobaczyliśmy pewną parę która zbliżała
się w naszym kierunku. Okazało się, że byli to nasi dobrzy znajomi, którzy tak
jak my postanowili skorzystać z tego, że dzieci są na feriach i wyjechać na
weekend. Zaproponowaliśmy im więc żeby zabrali się z nami, zgodzili się, a
dalej popłynęliśmy już we czwórkę.
Kiedy tak
płynęliśmy nagle zauważyliśmy coś dziwnego na wodzie. Jakiś obcy ponton płynął
ku nam. Pomyśleliśmy, że ktoś potrzebuje pomocy i nie myliliśmy się. Podpłynęliśmy
w jego kierunku i zabraliśmy
nieszczęśnika na pokład wraz z jego pontonem. Okazało się, że podczas burzy był
na rybach, nie zdążył dopłynąć do brzegu i woda porwała go. Na pokładzie
poczęstowaliśmy nieznajomego herbatą i ciasteczkami dr Gerarda. Odstawiliśmy
nieznajomego do portu. Gdy zszedł już na ląd podziękował nam wielce za uratowanie
i odszedł.
My zaś z przyjaciółmi
popłynęliśmy dalej. Zaczęliśmy wspominać młode lata, te ze szkolnych lat. Dzięki
przypadkowemu spotkaniu naszych
przyjaciół, spędziliśmy miły weekend na statku. Chociaż mieliśmy spędzić go
sami, to dobrze było popłynąć w rejs ze znajomymi.
Ale jak
każda przygoda kiedyś musi się skończyć i czas wracać do domu, więc i my
musieliśmy wracać. Ale zanim się rozstaliśmy, usiedliśmy jeszcze przy kawie i jedliśmy ciasteczka dr Gerarda,
najlepsze krakersy i najsmaczniejsze biszkopty. Wtedy dopiero zeszliśmy na ląd
i pożegnaliśmy się. Zacumowaliśmy jacht i zabezpieczyliśmy go.
Wróciliśmy
do domu i czekaliśmy na powrót dzieci z ferii. Dzieciaki wróciły szczęśliwe do
domu i zaczęły nam opowiadać o swoich przygodach, a my opowiedzieliśmy im naszą
przygodę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz