środa, 28 stycznia 2015

„Wycieczka na żagle”


Pewnego dnia, kiedy dzieci pojechały na ferie zimowe, postanowiliśmy z mężem pojechać na weekend na żagle. Nadszedł piątkowy dzień, zaczęliśmy się pakować na wymarzone wakacje tylko we dwoje. Zabraliśmy kapoki, ponton, wędki i oczywiście prowiant, a w tym ciasteczka i czekoladki dr Gerarda. W końcu dodarliśmy do naszej łodzi. Wsiedliśmy, rozwinęliśmy żagle i wypłynęliśmy na szerokie wody. Pogoda nam sprzyjała. Gdy wypłynęliśmy dość daleko od brzegu, zakotwiczyliśmy statek i urządziliśmy piknik. Rozłożyliśmy stolik, a na nim postawiliśmy słodycze dr Gerarda, najlepszą kostkę waflową, najsmaczniejsze kruche wafelki i najlepsze markizy.

Fale nas kołysały,  a mewy śpiewały nad naszymi głowami. Po pikniku wyciągnęliśmy kotwice i popłynęliśmy dalej. Gdy tak płynęliśmy, nagle zerwał się silny wiatr i zaczęło zbierać się na burzę. Musieliśmy więc szybko dopłynąć do najbliższego portu, gdzie po zabezpieczeniu jachtu zeszliśmy na ląd. Znaleźliśmy przytulny hotelik, gdzie przeczekaliśmy tę pogodę. W hotelu zaproponowano nam ciepłą herbatę i najlepszą mleczną czekoladę. Kiedy pogoda się poprawiła i wracaliśmy już na pokład, zobaczyliśmy pewną parę która zbliżała się w naszym kierunku. Okazało się, że byli to nasi dobrzy znajomi, którzy tak jak my postanowili skorzystać z tego, że dzieci są na feriach i wyjechać na weekend. Zaproponowaliśmy im więc żeby zabrali się z nami, zgodzili się, a dalej popłynęliśmy już we czwórkę.

Kiedy tak płynęliśmy nagle zauważyliśmy coś dziwnego na wodzie. Jakiś obcy ponton płynął ku nam. Pomyśleliśmy, że ktoś potrzebuje pomocy i nie myliliśmy się. Podpłynęliśmy w jego kierunku  i zabraliśmy nieszczęśnika na pokład wraz z jego pontonem. Okazało się, że podczas burzy był na rybach, nie zdążył dopłynąć do brzegu i woda porwała go. Na pokładzie poczęstowaliśmy nieznajomego herbatą i ciasteczkami dr Gerarda. Odstawiliśmy nieznajomego do portu. Gdy zszedł już na ląd podziękował nam wielce za uratowanie i odszedł.

My zaś z przyjaciółmi popłynęliśmy dalej. Zaczęliśmy wspominać młode lata, te ze szkolnych lat. Dzięki przypadkowemu  spotkaniu naszych przyjaciół, spędziliśmy miły weekend na statku. Chociaż mieliśmy spędzić go sami, to dobrze było popłynąć w rejs ze znajomymi.

Ale jak każda przygoda kiedyś musi się skończyć i czas wracać do domu, więc i my musieliśmy wracać. Ale zanim się rozstaliśmy, usiedliśmy jeszcze przy  kawie i jedliśmy ciasteczka dr Gerarda, najlepsze krakersy i najsmaczniejsze biszkopty. Wtedy dopiero zeszliśmy na ląd i pożegnaliśmy się. Zacumowaliśmy jacht i zabezpieczyliśmy go.

Wróciliśmy do domu i czekaliśmy na powrót dzieci z ferii. Dzieciaki wróciły szczęśliwe do domu i zaczęły nam opowiadać o swoich przygodach, a my opowiedzieliśmy im naszą przygodę.

    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz