czwartek, 22 stycznia 2015

„Wielka przygoda”


Pewnego razu,  całą naszą paczką wybraliśmy się na wycieczkę rowerową. Nie planowaliśmy dokąd pojedziemy. To miała być spontaniczna przygoda, na cały weekend. Spakowaliśmy więc plecaki, a w drogę wzięliśmy namioty śpiwory, karimaty oraz prowiant.

Nigdy nie zapominamy o najważniejszej rzeczy, jaką są słodycze dr Gerarda.

Najbardziej na świecie lubimy jeść właśnie te ciasteczka i czekoladki, bo one są wyśmienite, delikatne i pyszne. Dlatego zawsze zabieramy je ze sobą. Wyruszyliśmy już o świcie. Najpierw pojechaliśmy nad jezioro. Tam rozbiliśmy namioty na polu namiotowym i rozpaliliśmy ognisko, żeby zagotować wodę na herbatę. Z kamieni zbudowaliśmy palenisko i położyliśmy na nich dwa grube druty tak, by powstał ruszt.

Pijąc herbatę jedliśmy najlepszą kostkę waflową i najsmaczniejsze czekoladki. Po posiłku poszliśmy na kręgle. Bawiliśmy się cudownie. Zrobiliśmy nawet zawody, z poznaną tam grupką młodych ludzi, i o dziwo udało się nam wygrać.

Nagrodą dla nas była satysfakcja. Podziękowaliśmy tylko przeciwnikom i pojechaliśmy dalej, tym razem pojechaliśmy na kort tenisowy.

Po grze w tenisa trochę zgłodnieliśmy, więc wróciliśmy do namiotów i przyrządziliśmy sobie obiad. Po obiedzie poszliśmy na kawę, zabierając ze sobą najlepsze herbatniki i najsmaczniejsze andruty.

Później pojechaliśmy rowerami do lasu, by uzbierać szyszek. Nazbieraliśmy dużo ich i gałązek świerkowych na ognisko. Na kolację zrobiliśmy sobie jajecznicę na bekonie. Później była herbata i ciasteczka dr Gerarda. Po kolacji rozpaliliśmy duże ognisko i zaczęliśmy śpiewać, oczywiście  przy akompaniamencie gitary. Dołączyli do nas wszyscy biwakowicze i bawiliśmy się prawie do białego rana. Tak właśnie spędziliśmy pierwszy dzień weekendu.

Następnego dnia, skoro świt, złożyliśmy namiot i pojechaliśmy ku  nowej przygodzie. Jechaliśmy cały dzień, zatrzymywaliśmy się tylko po to, żeby coś zjeść i napić się kawy lub herbaty. Oczywiście zawszę jedliśmy przy tym najsmaczniejsze herbatniki. W końcu dojechaliśmy do jakiegoś starego i zniszczonego zamku.

Weszliśmy do środka, w zamku było ponuro i strasznie, ale postanowiliśmy zostać w nim na noc. Okazało się, że jest nawiedzony, ale my się nie baliśmy. Nagle usłyszeliśmy jakieś wycie. Był to duch który wołał: „Jeśli dacie mi ciasteczka dr Gerarda, to pozwolę wam zasnąć.”

Bo ciasteczka i czekoladki dr Gerarda są tak dobre, że nawet duchy je uwielbiają.

Poszliśmy spać sporo po północy, bo dobrze bawiliśmy się z duchami i jedliśmy razem najsmaczniejszą mleczną czekoladę i najlepsze biszkopciki. Kiedy rano wstaliśmy duchów już nie było, bo wiadomo, że duchy pokazują się tylko w nocy. Wyjeżdżając rano z zamku, zostawiliśmy duchom trochę słodyczy na pożegnanie. Po przygodzie z duchami, pojechaliśmy w kierunku domu, żeby zdążyć przed wieczorem. Gdy już dojechaliśmy, zjedliśmy ostatnie ciastka dr Gerarda i poszliśmy spać już do swoich łóżek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz