Pewnego
razu, całą naszą paczką wybraliśmy się
na wycieczkę rowerową. Nie planowaliśmy dokąd pojedziemy. To miała być
spontaniczna przygoda, na cały weekend. Spakowaliśmy więc plecaki, a w drogę
wzięliśmy namioty śpiwory, karimaty oraz prowiant.
Nigdy nie
zapominamy o najważniejszej rzeczy, jaką są słodycze dr Gerarda.
Najbardziej
na świecie lubimy jeść właśnie te ciasteczka i czekoladki, bo one są wyśmienite,
delikatne i pyszne. Dlatego zawsze zabieramy je ze sobą. Wyruszyliśmy już o
świcie. Najpierw pojechaliśmy nad jezioro. Tam rozbiliśmy namioty na polu
namiotowym i rozpaliliśmy ognisko, żeby zagotować wodę na herbatę. Z kamieni
zbudowaliśmy palenisko i położyliśmy na nich dwa grube druty tak, by powstał
ruszt.
Pijąc
herbatę jedliśmy najlepszą kostkę waflową i najsmaczniejsze czekoladki. Po
posiłku poszliśmy na kręgle. Bawiliśmy się cudownie. Zrobiliśmy nawet zawody, z
poznaną tam grupką młodych ludzi, i o dziwo udało się nam wygrać.
Nagrodą dla
nas była satysfakcja. Podziękowaliśmy tylko przeciwnikom i pojechaliśmy dalej,
tym razem pojechaliśmy na kort tenisowy.
Po grze w
tenisa trochę zgłodnieliśmy, więc wróciliśmy do namiotów i przyrządziliśmy
sobie obiad. Po obiedzie poszliśmy na kawę, zabierając ze sobą najlepsze
herbatniki i najsmaczniejsze andruty.
Później pojechaliśmy
rowerami do lasu, by uzbierać szyszek. Nazbieraliśmy dużo ich i gałązek
świerkowych na ognisko. Na kolację zrobiliśmy sobie jajecznicę na bekonie.
Później była herbata i ciasteczka dr Gerarda. Po kolacji rozpaliliśmy duże ognisko
i zaczęliśmy śpiewać, oczywiście przy akompaniamencie
gitary. Dołączyli do nas wszyscy biwakowicze i bawiliśmy się prawie do białego
rana. Tak właśnie spędziliśmy pierwszy dzień weekendu.
Następnego
dnia, skoro świt, złożyliśmy namiot i pojechaliśmy ku nowej przygodzie. Jechaliśmy cały dzień,
zatrzymywaliśmy się tylko po to, żeby coś zjeść i napić się kawy lub herbaty. Oczywiście
zawszę jedliśmy przy tym najsmaczniejsze herbatniki. W końcu dojechaliśmy do
jakiegoś starego i zniszczonego zamku.
Weszliśmy do
środka, w zamku było ponuro i strasznie, ale postanowiliśmy zostać w nim na
noc. Okazało się, że jest nawiedzony, ale my się nie baliśmy. Nagle
usłyszeliśmy jakieś wycie. Był to duch który wołał: „Jeśli dacie mi ciasteczka
dr Gerarda, to pozwolę wam zasnąć.”
Bo
ciasteczka i czekoladki dr Gerarda są tak dobre, że nawet duchy je uwielbiają.
Poszliśmy
spać sporo po północy, bo dobrze bawiliśmy się z duchami i jedliśmy razem
najsmaczniejszą mleczną czekoladę i najlepsze biszkopciki. Kiedy rano wstaliśmy
duchów już nie było, bo wiadomo, że duchy pokazują się tylko w nocy.
Wyjeżdżając rano z zamku, zostawiliśmy duchom trochę słodyczy na pożegnanie. Po
przygodzie z duchami, pojechaliśmy w kierunku domu, żeby zdążyć przed
wieczorem. Gdy już dojechaliśmy, zjedliśmy ostatnie ciastka dr Gerarda i
poszliśmy spać już do swoich łóżek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz