poniedziałek, 26 stycznia 2015

„Opowieść o Księżycu”


Mama opowiadała, że obudziła się w nocy, bo księżyc świecił jej prosto w twarz. Wstała z łóżka, aby zasłonić okno. Usłyszała wtedy, że ktoś pochlipuje na dworze. Wyjrzała więc oknem, zaciekawiona co tam się dzieje. I zobaczyła, że księżyc świeci na niebie z bardzo smutną miną, a po brodzie, osłoniętej małą białą chmurką, płyną mu łzy.

     - Co ci się stało? - spytała nasza mama - Dlaczego płaczesz?

     - Buuuu! - rozpłakał się wtedy księżyc na cały głos – zgubiłem moje najlepsze biszkopciki dr Gerarda, a tak je uwielbiam! - powiedział księżyc. - Spuściłem się na dół, żeby je znaleźć, ale zaczepiłem o wysoką wieżę i obtłukłem sobie rożek!

 -Nie płacz. - powiedziała mama - coś na to poradzimy.

 - Co to będzie! - lamentował księżyc – Gdzie teraz znajdę moje ulubione biszkopciki? Jeśli ich nie znajdę, to nigdy już nie będę okrągły i wszyscy będą się ze mnie śmiać. - płakał  dalej księżyc- Będę wyglądał jak plasterek sera nadgryzionego przez myszy, jeśli nie znajdę moich najsmaczniejszych ciasteczek.  

     - Cicho - powiedziała mu mama – nie płacz, bo pobudzisz dzieci. Chodź tu na taras, połóż się na leżaku i poświeć mi, a ja poszukam twoich biszkopcików. A jak ich nie znajdę, to poczęstuję cię najsmaczniejszą mleczną czekoladą. Spróbujemy wymyślić jakąś radę na twoje zmartwienie.

     Księżyc podpłynął do tarasu  i ułożył się ostrożnie na leżaku. Mama założyła szlafrok, pantofle i poszła do kuchni. Po cichu otworzyła szafkę i wyciągnęła najsmaczniejszą mleczną czekoladę, żeby księżyc już nie płakał. Po chwili wyciągnęła stolnicę, mąkę,  jajka i śmietanę i zagniotła wielki kawał żółciutkiego ciasta. Z tego ciasta ulepiła rożek. Taki, jakiego brakowało księżycowi.

     - Siedź teraz spokojnie - powiedziała - to ci przyprawię ten twój nieszczęsny rożek.

Jak powiedziała tak zrobiła. Okleiła księżycowi brodę ciastem równiutko i wylepiła taki sam rożek, jak ten, co się obtłukł.

– Gotowe - powiedziała mama - Nie płacz już kochany księżycu, już nikt się nie będzie ciebie śmiać. Za kilka dni rożek ci przyrośnie i będziesz mógł te plasterki wyrzucić. Ale pamiętaj, na drugi raz nie bądź gapą, omijaj sterczące dachy i wysokie wieże. Przecież mogłeś się rozbić na kawałki!  A jeśli kiedyś będziesz w potrzebie,  to zaświeć do mojego okna, a ja poczęstuję cię za każdym razem innym ciasteczkami od dr Gerarda.

Następnym razem kiedy księżyc zaświecił w okno mamy, ta poczęstowała go najsmaczniejszymi kruchymi waflami.

Po każdym księżyc świecił coraz jaśniej i stawał się okrągły, a jak nie mógł zejść niżej, to chudł i stawał się jak rogalik.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz