piątek, 23 stycznia 2015
Pryncypałkowy ludzik
Dawno, dawno temu, za górami za lasami, żył sobie Dziad i żyła z nim Baba. Nie mieli dzieci, więc kiedy nadchodziły długie jesienne wieczory, siadali oboje przy stole i smutno wpatrywali się w iskry skaczące w piecu.
Pewnego dnia Baba postanowiła iść na zakupy po słodkości Dr Gerarda i kupiła kruche wafelki pryncypałki w wybornej czekoladzie, by pochrupać je i popić herbatką. Jadła i jadła je z talerzyka na którym leżała cała masa tych najlepszych kruchych wafelków.
Kiedy brała je z talerzyka, jeden z nich wyskoczył jej z ręki i zaczął biegać po kuchni.
Jestem pryncypałkowym ludzikiem! Jestem najsmaczniejszym kruchym wafelkiem - krzyczał wesoło
Baba spojrzała na Dziada, Dziad spojrzał na Babę i już już oczami wyobrażni widzieli siebie wychowujących pryncypałkowego ludzika. Chcieli tak, jak ich sąsiadka, która wychowała sobie Calineczkę w tulipanie, mieć kogoś, kogo można by kochać. Ale pryncypałek miał inne plany.
Wyskoczył przez szparę między drzwiami, a podłogą i zaczął biec.
Po drodze mijał dzieci i zwierzęta. Głodnych słodyczy rolników opychających się rurkami waflowymi i biszkopcikami Dr Gerarda i wołającymi, że są najlepsze i najsmaczniejsze.
Ludzik biegł i nikomu nie udawało się go schwytać.
W pewnej chwili zobaczył przed sobą, wielką szeroką rzekę. Wiedział, że sam nie da rady przez nią się przeprawić. I wtedy ujrzał na brzegu lisa, który zaoferował mu transport na swoim grzbiecie.
Pryncypałkowy ludzik wskoczył na lisa, złapał się jego futra i zadowolony z ucieczki przed łasuchami obserwował brzeg rzeki.
Wtem lis zanurzył w rzece najpierw ogon, zaraz potem grzbiet, więc wafelkowy ludzik musiał wdrapać się wyżej i wyżej, aż na końcu usiadł na głowie lisa. Stąd było już niedaleko do lisiego pyska i tak pochrupał pysznego kruchego wafelka pryncypałka.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz