Pewnego razu
Jasiu szedł z mamą z przedszkola do domu i zauważył małego pieska.
-Mamo zobacz
jaki śliczny! - zawołał chłopiec.
-Możemy go
zabrać ze sobą, kochanie. - powiedziała mama.
-Ten piesek
ma pewnie właściciela i ten ktoś pewnie go już szuka. Weźmy go i dajmy
ogłoszenie.
-Dobrze-
powiedziała mama- weźmiemy go, ale jak ktoś się po niego zgłosi, to będziemy
musieli go oddać.
Jasiu
poprosił mamę żeby na razie nie wieszała ogłoszenia.
-Najpierw
zapytamy w przedszkolu czy komuś nie zginął piesek.
-Zgoda-
powiedziała mama. Następnego dnia zapytali dzieci czy komuś nie zginął mały
piesek. Okazało się, że nie więc trzeba dać ogłoszenie, ale nikt się po niego
nie zgłosił.
Jasiu
zadowolony, że będzie miał zwierzątko. Wyciągnął z szafy miseczki i nalał
pieskowi w jedną wody, a w drugą mleka. Po chwili podszedł do szafki, gdzie
mama trzymała słodycze i przyniósł ciasteczka dr Gerarda, ale mama powiedziała,
że pieski nie jedzą słodyczy.
-To co takie
małe pieski jedzą? - dopytywał się Jasiu.
-Pójdziemy
do sklepu i kupimy mu specjalną karmę.
Poszli więc
do sklepu i kupili pieskowi karmę dla szczeniaków, a mama kupiła też coś Jasiowi.
Chłopcu
kupiła najsmaczniejszą mleczną czekoladę i najlepsze rurki waflowe. Mały był
zadowolony jak nigdy. Nazajutrz Jasiu ma urodziny, kończy właśnie pięć lat,
więc postanowił wziąć ze sobą słodycze, żeby poczęstować wszystkie dzieci
słodyczami dr Gerarda.
Mama pomogła mu zapakować smakołyki do
koszyczka i zanieść do przedszkola, a były to biszkopciki, markizy, krakersy,
andruty, najsmaczniejsza mleczna czekolada oraz najlepsze kruche wafelki. Jasiu poczęstował wszystkich i zaczął
opowiadać dzieciom i paniom jak znalazł pieska. Zapytał panie wychowawczynie,
czy może przyprowadzić psiaka do przedszkola. Wszystkie dzieci zaczęły prosić
panie, więc pozwoliły im one przyprowadzić pieska.
Następnego
dnia Jasiu zadowolony poszedł z pieskiem do przedszkola. Dzieci zapytały jak
piesek się wabi, ale chłopiec powiedział, że on jeszcze nie ma imienia.
-Może razem
wymyślimy mu imię? - zaproponował chłopiec.
Dzieci zaczęły
wymyślać imię dla pieska. Dziewczynki chciały żeby się wabił biszkopcik, bo był
okrągły jak ciasteczko. Dzieci myślały nad imieniem dla pieska i zajadały się
najlepszą rurką waflową, najsmaczniejszą mleczną czekoladą i smacznymi
biszkopcikami dr Gerarda.
W końcu nazwali pieska psotka, ponieważ zaczął
psocić i roznosić wszystkie zabawki. Dzieci się śmiały z pieska, że tak fajnie
się bawił razem z nimi.
Nadszedł
czas by wracać do domu, więc dzieci zaczęły sprzątać zabawki które, psotka poroznosiła
po całym przedszkolu. Kiedy rodzice przyszli po dzieci, żadne z nich nie
chciało jeszcze wracać do domu, bo świetnie się bawili z pieskiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz